31. Sezon na dzwonki

dnia

Będąc w Angli już od kilku lat wielokrotnie w okresie wiosennym spotykałam się ze wzmiankami o lasach usłanych dywanem niebieskich dzwonków. Oglądając fotografie trochę wzdychałam z tęsknotą za doświadczeniem tego osobiście, a trochę myślałam, że to bardzo przerysowany obraz i takich miejsc jest niewiele, a do tego zdjęcia są specjalnie tak zrobione, żeby wyolbrzymić efekt niebieskiego dywanu.

Tak jakoś wyszło, że mimo chęci nie udało mi się zebrać w poprzednich latach w odpowiednim momencie i nie wyszukałam żadnego okolicznego „Bluebells wood”, w którym mogłabym popodziwiać las pełen kwitnących intensywnie niebieskich dzwonków. W tym roku nie za bardzo jest możliwość wybrać się gdziekolwiek dalej. Ale okazało się, że przy okazji ostatniej przeprowadzki wygrałam los na loterii.

Już w lutym biegając po okolicznym lesie zaobserwowałam „grubą ciemną trawę”, która zajmowała spore połacie terenu. Wtedy jeszcze nie miałam pewności, ale zatliła się we mnie iskierka nadziei – czy to mogą być właśnie dzwonki? Nawet sprawdziłam w jakiej fazie mniej więcej powinny być w tym czasie i „gruba ciemno zielona trawa” na znalezionych w sieci zdjęciach pasowała do tego co widziałam w lesie. Pomyślałam – To super! – i zanotowałam w pamięci, żeby od końca marca zacząć tamtędy regularnie biegać.

Wiedzałam, że będzie ładnie, ale to czego się nie spodziewałam… ten skrawek lasu to był dopiero początek.

Od końca marca i przez pierwszą połowę kwietnia rzeczywiście starałam się regularnie biegać w upatrzonej okolicy. Muszę przyznać, że rozwój sytuacji nadzorowałam ze sporą przyjemnością, bo naprawdę polubiłam ten las. Ale w między czasie starałam się również szukać nowych tras łączących Pracę z Domem, bo najłatwiej mi się motywować do biegania bezpośrednio po pracy, bo skoro i tak mam do przejścia 3 kilometry to równie dobrze mogę przebiec 6, albo i 10 :D

W ten sposób odkryłam, że to nie ten jeden las, a niemal każdy zadrzewiony teren w okolicy ma przynajmniej kępkę dzwonków. Ale częściej jest to pełny dywan. Niesamowite. I nagle niemal każdego dnia po pracy zaczęłam dodawać przynajmniej krótki spacer przez miejski lasek, albo ten drugi lasek, albo ten mini rezerwat w centrum miasta do którego wcześniej było mi „niepodrodze”.

Ale w ostatni poniedziałek szłam do pracy z misją. No, a przynajmniej byłam trochę przygotowana do potencjalnej misji. Miałam ze sobą aparat i wygodne buty. Nie pomyślałam o wygodnym ubraniu, więc musiał mi wystarczyć biurowy zestaw. Nie pomyślałam też o żadnej wodzie, ale przecież kilka godzin bez wody mnie nie zabije, prawda? Przynajmniej zachomikowałam jabłko z lunchu jako zamiennik :)

To był ostatni ładny dzień przed załamaniem pogody.

Czy naprawdę muszę pisać jak cudne miałam widoki tego popołudnia? A czy wspominałam już jak niesamowite wrażenie robi las pełen dzwonków?

Nie? To ja może już skończę bazgrolić, a w zamian zostawię kilka fotografii…

 

PS. Dla zainteresowanych – zerkając do Wikipedii te dzwonki to kwiaty hiacyntowca zwyczajnego i podobno ten gatunek dość powszechnie występuje w starych lasach w Anglii (starych czyli teoretycznie istniejących nieprzerwanie przynajmniej od 1600)

PS2. Moja obecna okolica to południowo-wschodnia Anglia i Stumilowy Las :D

PS3. Ładnie było, po prostu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.