Zima


Zimowe Bieszczady.

Z mojego pierwszego wyjazdu zimowego pamiętam najlepiej moją niepewność, swoistą nieśmiałość wobec zimowych Gór. Przecież Góry zimowe są tak odmienne od gór w pozostałych porach roku…

Ta nieśmiałość nie znikła podczas kolejnego wyjścia. Połączyła się z determinacją i potrzebą udowodnienia samej sobie, że się da, i że dam radę. No dobra przyznam to: nie tylko samej sobie potrzebuję udowadniać pewne rzeczy, ale nie liczcie, że kiedyś to potórzę na żywca. Nie ma szans. (Tak, tak, oczywiście…).

Trasa Przemyśl – Bieszczady, czyli 7 dni na niebieskim szlaku

Gdy poznaje się góry wiosną, latem czy jesienią z początkowego onieśmielenia ich wielkością i majestatem po dość krótkim czasie wyłania się pewność siebie, a czasami wręcz brawura na szlaku (i w schroniskach). Zimą nie ma na to czasu ani miejsca. Gdy walczysz o każdy zdobyty metr i każdy krok się liczy, a ty liczysz kroki bo żeby trzymać jakiś poziom i posuwać się naprzód zakładasz, że możesz stanąć na oddech nie częściej niż co 10 kroków (to oczywiście zależy od warunków, ale nawet przy super pogodzie, tam gdzie latem by się tylko śmignęło w górę, zimą każdy krok to walka i typowa siłówka – ktokolwiek zaliczył chodzenie jako kardio nie brnął w śniegu przez kilka godzin).

A po przejściu zostaje tylko jedno. Pokora. I świadomość własnej maleńkości i nieopisanej słabości. I się wraca, po więcej, byle wyżej, jak najtrudniej. Ze świadomością, że my decydujemy o wyjściu w góry, ale powrót do cywilizacji zależy nie tylko od nas.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s