26. NZ_4. Routeburn Track

Szlak Routeburn należy do Wielkich Szlaków Nowej Zelandii, co oznacza, że decydując się na przejście, trzeba pamiętać o konieczności rezerwacji noclegu na trasie. A miejsca są zajęte zazwyczaj na długo przed terminem wędrówki. Routeburn jest popularny z kilku powodów:

  • Jest stosunkowo krótki – 32 km
  • Jak na przejście w terenie typu alpejskiego jest dość łatwy
  • Całe przejście można podzielić łatwo na 3 odcinki, 3 dni (sugerowany czas przejścia to 2-4 dni, ale 4 dni to już przesada…)
  • Możliwe jest przejście szlaku w zorganizowanej grupie z przewodnikiem i przygotowanymi posiłkami na trasie

Nic dziwnego, że na trasie było sporo osób mniej sprawnych fizycznie, rodziny (bez małych dzieci) oraz osoby starsze.

Jeśli nie chcesz płacić za podstawowy nocleg ~150zł (lub 60zł za namiot) lub nie udało ci się zarezerwować terminu wystarczająco wcześnie możesz rozważyć inne opcje…

  1. Dla biegaczy: zrobić cały szlak w ramach dłuższej (niedzielnej) przebieżki
  2. Dla fanów light&fast: 32 km w 1 dzień to niezbyt dużo
  3. Dla nocnych marków: zacząć/skończyć w nocy (spotkałam takiego jednego, co wystartował o 1 w nocy, a noc była księżycowa, ale też dość chłodna)
  4. Dla nocujących poza szlakiem: o ile jesteś dalej niż 500 metrów, masz prawo rozbić namiot na noc
  5. Dla lubiących ryzyko: nocleg w schronie na przełeczy Harrisa, oficjalnie legalny tylko w przypadkach awaryjnych, w pozostałych schron jest tylko do dziennego użytku

Ja wybrałam szlak dość spontanicznie, więc było za późno na rezerwację miejsca (gdybym była jakimś zainteresowana), więc postanowiłam zrobić szlak na szybko. Nie w stylu light&fast, bo miałam ze sobą duży plecak, ale mimo wszystko w 1 dzień. Tylko dotarłam na początek szlaku za wcześnie / za późno. Start po 14? Hm… właściwie, czemu nie?

Ustaliłam sobie bajeczkę do opowiadania ciekawskim, bo wiecie, widok z przełęczy Harrisa (1255 m n.p.m.) na pewno jest niesamowity i koniecznie muszę go zobaczyć. Na szczęście tylko 2 razy ją opowiedziałm i to wyraźnie innym turystom. A zachód słońca przyciągnął na przełęcz nie tylko mnie, ale też parę ojciec-syn nocującą w pobliżu poza szlakiem.

Po zpadnięciu nocnych ciemności „czekałam” na świt w schronie, przecież wschody słońca są jeszcze piękniejsze od zachodów, prawda? A ponieważ zrobiło się zwyczajnie zimno czekałam w śpiworze, a ponieważ na siedząco nie dało się oprzeć choćby o ścianę to wygodniej było się położyć, ale o spaniu nie było mowy… to by było „nielegalne”. Oczywiście byłam świadoma, że prawdopodobieństwo jakiejkolwiek kontroli w środku nocy jest bardzo niskie, ale jednak zawsze się czuję nieswojo wykorzystując taką sytuację.

Idąc na przełęcz byłam przekonana, że schron będzie już zajęty, ale byłam tam sama. Aż do 4 rano, kiedy (nie)obudziły mnie kroki na drewnianym tarasie i szok otwieranych drzwi…

To nie strażnik, ale chłopak, Niemiec, który wystartował o 1 w nocy i robił szlak na lekko, częściowo biegnąc w palczastych butach. Schronił się na 2 godziny, żeby się przebrać, rozgrzać i odpocząć, a o 6 rano poszedł na najbliższy szczyt na wschód słońca. Ja zostałam na przełęczy, ale byłam z tego zadowolona, dla mnie świt rzeczywiście był lepszy od zmierzchu, do tego byłam sama więc biegałam od jednego miejsca do kolejnego, odrobinę zmieniając widok i pstrykając, sporo…

W dalszą drogę ruszyłam koło 8 i w spokojnym tempie dotarłam do końca szlaku przed 14. Co oznacza, że wyrobiłam się w 24 godziny. Czy to wystarczy, żeby powiedzieć, że zrobiłam cały szlak w 1 dzień?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s